
"Ważne jest nie to, ile mamy czasu, ale to, co z nim zrobimy."
Czy ludzkość jest w stanie stawić czoła inwazji obcej cywilizacji tysiąckrotnie bardziej zaawansowanej niż nasza?
Nie.
Wystarczyły cztery fale kosmicznej inwazji, by z siedmiu miliardów ludzi ocalała zaledwie garstka. Rozrzuceni w różnych miejscach okupowanej planety walczą o przetrwanie. Od wymarłych miasteczek, przez płonące metropolie, po obozy uchodźców i tajne bazy wojskowe - każdy z bohaterów powieści Yanceya próbuje przetrwać i zrozumieć, co się stało i kim są kosmici, który postanowili wymordować całą ludzkość.
Wydarzenia w powieści są przedstawione głównie z perspektywy Cassie, dziewczyny, która początkowo ukrywa się samotnie w lesie, ale postanawia odszukać swojego braciszka, oraz Zombiego (właśnie tak, nic mi się nie pomyliło ;p) - kadeta szkolonego do walki przeciw najeźdźcom.
Bohaterowie są dobrze wykreowani, mają swoją historię i widać, jak zmieniają się na przestrzeni czasu. Cassie irytowała mnie jedynie sporadycznie.
Akcja jest wartka, dynamiczna. Absolutnie nie nudzi, wręcz przeciwnie - bardzo wciąga. Rzeczywistość przedstawiona w utworze jest bardzo sugestywnie zarysowana.
Kiedy czytałam tę książkę, nasunęły mi się skojarzenia do kilku innych książek:
- "Intruz" - podobna koncepcja co do obcych i jeden bohater, nie zdradzę który ;p
- "Angelfall" - ta mroczna energia, przerażający realizm świata przedstawionego...
- "Gra Endera" (nie czytałam, ale oglądałam film, książka w planach ;p) - wątek Zombiego i Endera, BARDZO podobne
- "GONE" - ale tylko trochę ;p Chodzi głównie o przerażającą rzeczywistość, w jakiej nagle znaleźli się bohaterowie oraz ich wiek.
Podsumowując: nie mogłam się od książki oderwać, strasznie mnie wciągnęła. Na pewno sięgnę po kontynuację ;)